Zrozumieć własne włosy - w kontekście problemu w głowie? czy na głowie? - psychologiczny aspekt.
W życiu codziennym napotykamy zachowania ludzi, które często oderwane są od rzeczywistości, a zaczerpnięte głównie z idei, które wyznaczają trendy modowe (chociażby reklamy, prasa, portale społecznościowe itp.). W kontekście dobrego ogólnego samopoczucia i „zdrowia”, realizujemy własne pomysły na życie, jednak jak się mawia w zwyczaju: „ jak nas widzą, tak nas piszą”, zapominamy o sobie. I chodź priorytetem ważne jest nasze zdrowie, chociażby w pokonywaniu codziennych trudności, to pędzimy jak rakieta za czymś co ulotne i bezwartościowe – bo rzeczowe, lepsze. U większości rozpędzony kołowrotek się nie zatrzymuje, napędza i rozpędza, aż w pewnym momencie dostrzega się to, co w istocie jest najważniejsze – własne zdrowie, bez którego nie ma życia.
Czym są włosy? Jaką odgrywają rolę w naszym życiu?
Włosy to wytwory naskórka, które biologicznie są nam do życia zbędne, jednak istotne z punktu psychologii, fizjologii, kosmetologii, trychologii. W efekcie aureoli często stanowią błąd poznawczy ich wizualizacji. Ogromnie wpływają na nasze samopoczucie, emocje. Z punktu profilaktyki – są sygnałem wielu zachodzących procesów na i w skórze.
Kobiety - płeć piękna, ale też często zbyt wymagająca od siebie. W populacji ogólnej mało zna się kobiet, które żyją w przekonaniu, że ich włosy są piękne z natury i mało wymagające. A o porównywaniu ich do osób o strukturze włosa „lepszej”, piękniejszym kolorze, wspaniałej długości, i o tym że chciałabym mieć kręcone a mam proste, i odwrotnie….to już standard ludzkości zapisany w kanonie kobiecości😉. Jak dużo, jest tych ale….ale fizjologia jest nasza i tylko nasza, i tu przytoczę cytat: „nie patrz na innych, nie patrz na statystyki, postaraj się zrozumieć fizjologię własnych włosów”. Potwierdza się zatem, że „ wygląd i kondycja włosów zależą głównie od genów”, chodź jak potwierdzają badania, mamy wpływ na ekspresje i mutacje genetyczne. Ważny jest wpływ środowiska zewnętrznego (egzogenne) jak i wewnętrznego (endogenne), odpowiednia ilość snu, zróżnicowane odżywianie oraz rozładowanie negatywnych emocji – ruch. Profilaktyka natomiast stanowi potwierdzenie w wykluczeniu lub potwierdzeniu podejrzenia danego schorzenia.
Z punktu psychologii często my kobiety myślimy o tym, jak postrzegają nas mężczyźni, czy podoba się jemu moja fryzura, kolor włosów, długość.. i jak się okazuje, Panowie zauważają jedno: ..”nie widzą cienkich i delikatnych włosów. Panowie widzą, czy fryzura jest estetyczna.....i nie porównują ich do włosów innych kobiet."
Zatem, może czas spojrzeć na siebie mniej wymagająco a bardziej optymistycznie? Zacznijmy spoglądać na siebie z wdzięcznością i radością😊Ile populacji, tyle charakterów i WŁOSÓW😊
Chciałabym jeszcze wypowiedzieć się w kontekście dzieci, a mianowicie dzieci u których niestety co raz częściej zauważa się choroby skóry głowy, dermatozy, łysienia plackowate a także te o podłożu psychologicznym (Trichotillomania – chęć wyrywania włosów z głowy - najczęściej). Jak myślą dzieci i jak przeżywają ich utratę? Czy to aspekt bardziej psychologiczny, czy zdrowotny? A co zauważają rodzice i jakie emocje się w nich kumulują? Odpowiedź jest zdumiewająca, jednocześnie bardzo poruszająca: „rodzice dziecka chorującego na łysienie plackowate stwierdzili, że największą tragedią łysienia jest to, iż może okraść dziecko z jego prawdziwego potencjału."
Ten cytat wprowadził mnie w osłupienie, zdezorientowanie, smutek, realizm oraz chwilę zastanowienia się. Dlaczego? Chodź dzieci same w sobie są mało krytyczne, to rówieśnicy potrafią sprowadzić ich emocje do parteru…i bardziej te emocje przeżywają ich rodzice niż one same.
Przeprowadzając jakiś czas temu dialog z dzieckiem, mogę stwierdzić, że w przypadku trichotillomanii nie była istotna ich utrata z punktu widzenia dziecka (ponieważ było ich bardzo dużo), ale chęć kompulsywna – schematyczna oraz automatyczna - tu i teraz (zajęcie rączek czymś, kręcenia na palec, oglądania cebulki włosa po wyrwaniu). Mechanizm ten potwierdza zatem, że nie taki diabeł straszny jak go malują😉, ale bacznie należy obserwować to „zjawisko”, ponieważ może wywoływać pogorszenie stanu skóry głowy całkiem niepostrzeżenie. Natomiast wskazywać może na inne cechy o podłożu psychologicznym w postaci „ukrytych emocji”- (zaburzenia lękowe, depresja) z którymi dziecko sobie nie radzi i chwyta za włosy.
Pozostaje więc odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy problem istnieje w głowie czy na głowie? Ile ludzi, tyle interpretacji. Na pewno warto diagnozować, badać i budować zdrowe relacje, aby zapobiegać chorobom natury ludzkiej.
Magdalena Szymczak, Problem w głowie czy na głowie, Warszawa 2018